Ja i gips...


Mam na imię Leoś. Jestem jeszcze małym chłopcem. Nie mówię zbyt dużo, ale za to dużo sobie rozmyślam. Dziś opowiem wam o gipsie.
Ech... Tego dnia to już właściwie spałem. No może nie całkiem. Byłem już w łóżeczku, ale pomyślałem sobie: "Hej Leosiu, właśnie nauczyłeś się wchodzić na krzesła i z nich zeskakiwać. Poproś mamę (musisz mocno płakać), to weźmie cię z łóżeczka i potrenujesz jeszcze trochę!". Cudowna myśl. Od razu się rozbudziłem i zacząłem GŁOŚNO płakać.
 - Mamo przyjdź! Mamo! Tu jestem i ryczę. Przyjdź!
Oczywiście mama zaraz przyszła. Pochyliła się nade mną.
- Widzę, że jeszcze nie chcesz spać. Hmm... Zabiorę cię do kuchni. Myję teraz naczynia, więc masz być grzeczny. Pobaw się chwilę. - Mam cudowną mamę - tak mnie rozumie!
Mama myła naczynia, a ja, jak gdyby nigdy nic, wdrapałem się na krzesło. Jakie cudowne uczucie! Jaki piękny widok na kuchnię. Jestem już taki duży i samodzielny. No to teraz... Hop! Na dół!
- Aj!!! Mamo! Ratuj! To boli! - Nie wiem co się stało - BOLI BARDZO! Aj, nie mogę wstać. Ratunku - bardzo głośno płakałem.
Mama zaraz podbiegła i wzięła mnie na ręce.
- Co się stało? Spadłeś z krzesła? Boli cię nóżka? Dziecko kochane, musimy jechać na pogotowie! Oj.. Nie możesz chodzić...
Rodzice zabrali mnie na pogotowie, a tam założyli mi na nóżkę gips...
Teraz mama na gipsie rysuje mi kolorowe esy-floresy... A ja nie mogę chodzić przez cztery tygodnie. Ech...

Komentarze